Parafia Rzymsko-Katolicka Św. Józefa Robotnika w Janowicach

Msze Święte


w dni powszednie:

poniedziałek, wtorek - 7.15

środa - piątek - 18.15

sobota (jako niedzielna) 18.15


w niedzielę i święta:

7.30, 9.00, 11.00

Każdy z nas ma inny zakres codziennych obowiązków. Ja pomimo tego, że nie mam męża i dzieci przez ostatnie dziewięć lat stawałam przed różnymi domowymi wyzwaniami.

Każdego dnia wstaje o 6 rano, poranna toaleta, bo już na 6.30 trzeba zdążyć na Mszę świętą, potem biegiem po motor, ponieważ już o 7 powinnam otworzyć jadłodajnie. Msza święta poranna szybka, ale niestety doświadczenie nauczyło, że na 19 wieczorem często nie zdążyłam, a powodów bywało tysiące. Wróćmy jednak do poranka, jest parę minut po 7 i wydaje się, że można spokojnie zjeść śniadanie, gdzie nagle przychodzi jeden z rodziców żeby porozmawiać o swoich problemach; albo pani od gotowania mleka na śniadanie nie przyszła, bo pada deszcz lub jej dziecko rozchorowało się; tak więc zjedzenie czegokolwiek trzeba odłożyć na później. Zbliża się godzina 8, zaczynają się schodzić nasze dzieciaki: trzeba dopilnować żeby ręce umyły, pomodliły się przez jedzeniem i zjadły grzecznie śniadania. Jak już się z tym uporamy to zbieramy wszystkich na codzienna poranna krótka modlitwę, tak dziesiątka różańca za: mamę, chorych, dobroczyńców i kogo tam jeszcze dzieci mają na myśli. Punktualnie o 9 zaczynamy naukę, ja zabieram swoją grupę na matematykę. Dzieci podzielone są na 10 grup i tak codziennie staram się pracować z dwoma z nich do południa i z dwoma po południu. O 11 trzeba się przenieść pod łazienki, bo dzieci zaczynają się kąpać. 35 dzieciaków musi umyć się pod dwoma prysznicami w 1,5 godziny. Wszystko musi być sprawnie i bez ociągania. Przed 1 nastanie chwila ciszy w świetlicy i będzie można spokojnie zjeść obiad. Parę minut po 1 (a często nawet i wcześniej) zaczyna schodzić się grupa popołudniowa. Ja jem, oni się kąpią bo o 2 mamy wspólną modlitwę, po której od razu zaczynamy naukę. Dla mnie to czas, żeby powrócić do lekcji z matematyki. Naukę kończymy około godziny 17 jeśli któreś z dzieci nie ma żadnego skomplikowanego zadania domowego. Mogłoby się wydawać, że po 10 godzinnym pobycie w świetlicy mogę spokojnie wrócić do domu. Jednak nagle okazuje się, że: mama przyszła z chorym dzieckiem (oczywiście jeśli wcześniej już się nie umówiłyśmy) i trzeba jechać do lekarza; któryś z pracowników potrzebuje rozmowy, psycholog przyjechał na konsultacje z jedną z rodzin; coś trzeba przygotować na kolejne zajęcia z matematyki; nagle zabrakło czegoś z przyborów szkolnych lub środków higienicznych i trzeba pojechać na zakupy. I tak dopiero około godziny 20 udaje się dotrzeć do domu. Po takim dniu mam tylko ochotę na prysznic i szybki sen żeby zregenerować siły na dzień jutrzejszy. Oczywiście, jeśli nie jest to maj lub październik, bo wtedy o 19 jest różaniec lub inne modlitwy w domach naszych podopiecznych, wtedy wraca się po 21. I tak codziennie od poniedziałku do piątku. Sobota to czas sprzątania i popołudniowego spotkania z grupą młodzieżową. A niedziela to msza święta o 7 rano i spotkanie wspólnoty dziecięcej. Niedzielne południe kończy moje obowiązki w jadłodajni i zaczyna się mój czas wolny, czyli taki moment „dla siebie”.
Obowiązków sporo i wydatków jeszcze więcej. Każdy podarowana „złotówka” jest wydana za zakup przyborów szkolnych, dzięki którym dzieci mogą odrobić zadanie domowe i przygotować potrzebne materiały na zajęcia szkolne. Dzieci, których rodzice lub opiekunowie nie mają pieniędzy na zakup mundurka szkolnego lub innych akcesoriów szkolnych, przy dobrych wynikach w nauce i bardzo dobrym zachowaniu otrzymują od nas taką pomoc. A że dzieci jest 60 to i też na tą pomoc wydajemy spore pieniądze. Najważniejsze to dbanie od zdrowie dzieci, tak, więc czasami trzeba zabrać kogoś do lekarza, bo w ośrodku zdrowia dostaje cały czas paracetamol, lub trzeba pomoc w opłaceniu badań lub zakupie lekarstw. Niektóre z dzieci korzystają także z pomocy psychologa, a my oczywiście opłacamy te wizyty. W naszej pracy nie może zabraknąć również czasu na wspólna zabawę czy jakieś od czasu do czasu wycieczki, tak, więc na to też potrzebne są dodatkowe fundusze. Czasami wydatki wiązały się także z zakupem domu lub materiałem na jego wykończenie. Oczywiście nie jest to taki koszt jak w Polsce, bo zakup domu to 15000 soli, ale wielodzietną rodzinę nie stać na taki wydatek tak, więc w krytycznych sytuacjach nawet i tak pomagaliśmy.
Jak widać pracy jest dużo, codziennych obowiązków przybywało mi z miesiąca na miesiąc. Wiem, że ta posługa nie była by możliwa bez waszej a szczególnie dzieci w szkole, modlitwy. A że wychowanie i utrzymanie dzieci kosztuje, dlatego dziękuje za wieloletnie wsparcie naszych podopiecznych w świetlicy świętej Rity. Dziękuje pani katechetce Barbarze Nycz i dzieciom ze szkoły Podstawowej w Janowicach za wieloletnią współpracę i pomoc finansową oraz Księdzu Proboszczowi za zaproszenie i możliwość zebrania kwoty 2697,31zł + 10$. Za złożoną ofiarę i otwarte serce serdeczne BÓG ZAPŁAĆ.




Copyright © 2013 - 2018 Wszystkie prawa zastrzeżone parafia-janowice.pl